Arkadiusz Dąbrowski – Fejsman

12:05

3 kwietnia 2015

Arkadiusz Dąbrowski

Polskie Stronnictwo Ludowe

Odwiedził mnie ostatnio dobry znajomy, który dzień zaczyna „prasówką” od najbardziej popularnych portalów internetowych a kończy stroną rzg.pl, żeby mu czasem coś ważnego w Zielonej Górze nie umknęło. I pyta mnie, czy blog RZG ciągle działa, bo nikt tam nie pisze, a lubił sobie chłopak poczytać. I w zasadzie bardzo mnie zaskoczył, bo myślałem dotychczas, że 99,99% czytelników tego bloga to głównie lokalni politycy, moja narzeczona i moja mama. Powiem szczerze, że i ja bardzo lubiłem czytać teksty innych „pisaczy”, bo często w swoich artykułach pokazywali nieznane dotychczas oblicze, bądź też nieznane dotychczas poglądy. A poza tym – często poruszali sprawy nie tylko stricte polityczne ale i społeczne.

Wracam więc do dobrej tradycji pisania i zachęcam innych, aby także coś tam od czasu do czasu napisali, bo jest w ZG około 10 osób nie związanych z polityką, które na to czekają 

4 lutego 2004r. Mark Zuckerberg, jako student Uniwersytetu Harvarda, stworzył wraz z grupą studentów serwis społecznościowy on-line TheFacebook, w ramach którego zarejestrowani użytkownicy mogli odszukiwać i kontynuować szkolne znajomości oraz dzielić się wiadomościami i zdjęciami. Jak podaje Wikipedia – w styczniu 2014 liczba użytkowników na całym świecie wynosiła około miliarda, a co miesiąc wgrywanych jest ponad 1 mld zdjęć oraz 10 mln filmów, których obecnie jest 265 miliardów.

Jestem pewny, że gdy Mark Zuckerberg wraca pamięcią do początków powstania najpopularniejszego dzisiaj portalu społecznościowego, to nie może uwierzyć, że uniwersytecki projekt stał się najwyżej wycenianą, w dniu debiutu na amerykańskiej giełdzie, spółką w historii.

Dzisiaj konto na „Fejsie” ma prawie każdy. Autor niniejszego tekstu ma, jego rodzina ma, kot i pies ma, Rambo ma, Batman ma, James Bond ma, Myszka Miki i Gargamel też mają. Poza tym na „Fejsie” tworzą się wydarzenia, do których dodajemy znajomych lub też ich poprzez te wydarzenie informujemy o tym wydarzeniu. I tak na przykład ktoś idzie do lasu. Robi wydarzenie – wyjście do lasu. Zaprasza wszystkich, podaje datę i godzinę. No i znajomi takiej osoby klikają, bo mają do wyboru, że pójdą, nie pójdą lub też nie wiedzą czy pójdą. Osoba, która wydarzenie utworzyła obserwuje sobie licznik i widzi, że 100 osób idzie, 30 nie idzie a 50 nie wie, czy idzie. No i nadchodzi godzina wyjścia do lasu a na starcie 3 osoby.

Facebook zastąpił normalną komunikację międzyludzką. Dzisiaj nie trzeba dzwonić do znajomych i pytać, co tam u nich słychać. Wystarczy wejść na „Fejsa” i już wiesz, co u nich było na śniadanie, w jakim są nastroju, jaki film oglądali, co robili, jak wygląda ich łazienka. W zasadzie to słyszałem już o przypadkach spożywania napojów, które spożywać lubimy, za pośrednictwem Skype. Siedzisz z kolesiem, on ma swoją butlę, Ty swoją, kamerka włączona. W sumie to niezłe rozwiązanie. Koleś nas zdenerwuje, wyłączamy kompa, wysyłamy do niego smsa – „Sorki, ale prąd w ZG wyłączyli” i po problemie.

Użytkowników Facebooka można podzielić na kilka kategorii:

1. Fejsman (czyli Człowiek Fejs) – dostępny na czacie przez 24 godziny na dobę. Fejs odpalony non stop. Wie o Tobie więcej niż Ty sam.

2. FejsDJ – wstawia swoje ulubione teledyski z YouTube’a, mimo że nikt ich nie ogląda i nikt ich nie komentuje.

3. Fejsmama – młoda mężatka, spodziewająca się swojego pierwszego dziecka. Swoim szczęściem chce się więc podzielić ze wszystkimi, łącznie z setką znajomych na Facebooku. W tym celu regularnie „wrzuca zdjęcia”: testów ciążowych, USG, zakupionych dla nienarodzonego jeszcze malucha ubranek, pluszaków, kocyków, wózków i przewijaków. Do tego obowiązkowo dochodzą fotografie pokoiku dziecięcego, oraz posty informujące o jej stanie zdrowia i przebytych badaniach. „Pobierano mi dziś krew”, „Poranne mdłości – coś strasznego!”, „Do zobaczenia za trzy miesiące córeczko!”, „Półmetek za nami, dziś znów USG!”.

4. Fejslozof – najmądrzejszy na całym portalu. Komentuje wszystko dookoła. Zawsze ma rację i zawsze to jego komentarz musi być ostatni. Ma rację gdy nie ma racji a gdy już nie ma niczego do komentowania, sam wymyśla szokującą tezę, np. że koty należy jeść i broni ją do końca wg zasady ostatniego komentarza. Pisząc komentarze, udaje mocno elokwentnego, siedząc z otwartym słownikiem wyrazów obcych i używając neologizmów i wyrazów naukowych.

5. Fejsgirl – każdy zna kolor kafelek w jej łazience z tysiąca słitfoci, które wrzuciła. Charakteryzuje się rybimi ustami, nazywanymi potocznie „karpikiem”. Do swoich zdjęć często zamieszcza jakieś cytaty, np. „Niektóre kobiety tak silnie oddziałują, że powodują często wybuch energii jądrowej…”. Sama lajkuje swoje fotki a w gronie jej znajomych znajdziemy wiele innych Fejsgirlów, które nawzajem zamieszczają sobie komentarze pod swoimi zdjęciami typu: Jesteś piękna, jesteś sexy, buziak, sweet, pięknie, cudnie, piękna, moja piękna…

6. Fejsbukowy Strasburger – dzień zaczyna od wrzucenia „suchara” na „Fejsa”. Wrzuca i czeka, aż ktoś mu zalakuje, aż ktoś go pochwali komentarzem typu: popłakałem się ze śmiechu. A gdyby tak jeszcze ktoś to udostępnił – to już jest szczyt marzeń. Podobnie jak jego familiadowy pierwowzór – nie zniechęca się brakiem poklasku i 5 minut po wrzuceniu pierwszego „suchara” usilnie pracuje nad kolejnym. Śmieszność jego dowcipów wynosi 1/100.

7. Fejshibicjonista – nie ma nic do ukrycia. Na „Fejsie” informuje wszystkich o wszystkim. Właśnie wstałem, myję zęby, siedzę w łazience, wychodzę z łazienki – nie wchodzić przez następne 10 minut, jem śniadanie, piję kawę, jadę tramwajem, siedzę, patrzę, leżę… Nie ma dla niego tematów tabu. Potrafi nas poinformować o najbardziej intymnej sprawie. Najdziwniejsze jest to, że ma zazwyczaj duże grono fanów, którzy komentują każdy jego wpis, utwierdzając go w przekonaniu, że jest kimś wyjątkowym.

8. Fejsliglota – oglądając amerykańskie filmy akcji – nauczył się kilku trudnych, angielskich słów, takich jak: hello, sex czy Warsaw. Za pośrednictwem „Fejsa” pokazuje więc swoje językowe możliwości. I tak oto możemy przeczytać, że Fejsliglota dzisiaj drink coffe w Warsaw with Marek, że Fejsliglota w Warsaw powiedział hello do jednej girl i ma nadzieję na sex tonight. A tak poza tym – to life is brutal i full of zasadzkas i tylko niektórzy people o tym wiedzą.

9. Niemowa – twierdzi, że „Fejs” jest głupi ale swoje konto ma. Zazwyczaj ukrywa się pod skróconą nazwą imienia i nazwiska lub też pod jakąś zupełnie innym nickiem. Nic nie komentuje i nic nie lajkuje. Nigdy jako pierwszy nie dodaje znajomych. To on jest dodawany.

10. Fejsceps – codzienna relacja z treningów. Dzisiaj przebiegłem 10 km – zdjęcie. Siedzę na siłce, robię klatę – zdjęcie, naprężano przed lustrem – zdjęcie, robię szejka proteinowego – zdjęcie, pompuję bicki – zdjęcie, nogi też są ważne w treningu – zdjęcie.

11. Gracze – każdy ma ich już serdecznie dość. Ja sam wywaliłem mnóstwo osób, bo zarzucali mnie zaproszeniami do różnych gier. Odpalam Fejsa – a tam zaproszenia – odwiedź moją farmę, zbieraj ze mną diamenty, zagrajmy w karty, zbuduj ze mną dom, zbuduj swój dom i odwiedź mój… Kwitując krótko – masakra.

Facebook i Internet zastąpił spotkania ze znajomymi. Jeszcze kilka lat temu nie trzeba było się umawiać. Fajne były takie spontaniczne odwiedziny u znajomych. A teraz – ludzie spotykają cię rzadko, bo i po co mamy się spotykać, jak ja właściwie o moich znajomych wiem prawie wszystko z Facebooka.

Z dwa lata temu stwierdziłem, że pośród moich znajomych jest kilka osób samotnych. Uruchomiłem więc na swoim koncie akcję „Randeczka u Areczka”. Wrzucałem zdjęcia moich kolesiów, że poszukują swojej drugiej połowy. I muszę przyznać, że jeden z nich dzisiaj jest szczęśliwym mężem.

Facebook potrafi rozśmieszyć, ale także i zdenerwować. A denerwuje mnie mianowicie pewna grupa społeczna, której nie wymieniłem w powyższej klasyfikacji użytkowników. Chodzi mi o Fejslityków, czyli fejsbukowych polityków. Fajnie jest jak osoby z pierwszych stron gazet mają swoje konto na Fejsie i uchylają delikatnie furtkę do swojego prywatnego życia. Pokazują swoje hobby i nieznane dotychczas oblicze. Ale wkurza mnie, jak zasypują mnie informacjami – Dzień Żołnierzy Wyklętych – pamiętamy, rocznica śmierci Jana Pawła II – pamiętamy, Dzień Niepodległości – pamiętamy. Tak jakby nikt inny o tym nie pamiętał a oni w przypływie swojej łaskawości nam o tym przypomnieli. Bądź też kieruje nimi przesłanie – pokażę, że jestem fajny, bo pamiętam o Dniu Niepodległości. Na każdym kroku przypominają, że pamiętają. Szkoda, że nie pamiętają o tych, którzy na nich głosowali… Ja mam łatwiej – w ostatnich wyborach uzyskałem 26 głosów i nawet gdybym chciał, to nie idzie o tych osobach zapomnieć 

Ostatnio w nieskończonych zasobach Internetu, znalazłem taki oto dżołk:

Wpadłem na pomysł zdobycia nowych przyjaciół bez Facebooka. Codziennie biegam po ulicach i krzyczę co ugotowałem, co widziałem, co sobie kupiłem, gdzie jestem, jak się czuję i co aktualnie robię. Zaczepiam wszystkich, którzy staną na mojej drodze, komentuję ich wygląd i zachowanie, czasami głośno krzycząc „Lubię to”, „Lubię to”! Moje działania przynoszą nadspodziewanie dobre efekty. Mam już 3-ech obserwujących – dwóch policjantów i jednego psychiatrę…

I w taki oto sposób, dobrnąłeś drogi Czytelniku do końca tego wpisu. I na tym końcu chciałbym wszystkim życzyć Wesołych Świąt Wielkanocnych i zdrowia. I do zobaczenia na Fejsie ;)

 

 

3 myśli na temat “Arkadiusz Dąbrowski – Fejsman”

  1. Zapomniałeś Kolego napisać do której grupy siebie zaliczasz …
    Cały urok FB polega na różnorodności wpisów – mądrych i głupich, ciekawych i nudnych, itp.
    Ludzie zapominają, że chcąc nie chcąc budują swój wizerunek – często niechciany.

Dodaj komentarz